Jezuita o stanie Towarzystwa Jezusowego

Z okazji 35. Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego, która rozpoczęła się 7 stycznia 2008 r. w Domu Generalnym Jezuitów w Rzymie, Włodzimierz Rędzioch przeprowadził rozmowę z o. Pasquale Borgomeo SJ, dawnym dyrektorem Radia Watykańskiego, sekretarzem komisji przygotowawczej obecnej Kongregacji

Włodzimierz Rędzioch: – Na początku Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego o. Peter-Hans Kolvenbach, przełożony generalny, poda się do dymisji. Po raz pierwszy w wielowiekowej historii zakonu przełożony generalny zrezygnuje ze swej funkcji. Jezuici są bowiem jedynym zakonem w Kościele katolickim, którego konstytucje przewidują dożywotne – „ad vitam” – sprawowanie urzędu przełożonego generalnego. Dlaczego tak się stało?

O. Pasquale Borgomeo SJ: – To prawda, że po raz pierwszy w prawie pięciowiekowej historii naszego zakonu przełożony generalny podaje się do dymysji, ale nie zmieni to naszej tradycji, tzn. będziemy nadal wybierać przełożonego „ad vitam”. W Towarzystwie Jezusowym od dawna dyskutowano, czy należy ograniczyć czasowo sprawowanie funkcji przełożonego generalnego, wprowadzić limit wieku lub zachować jej dożywotni charakter, zgodnie z ignacjańską tradycją i konstytucjami. W końcu, za zgodą papieża, podjęto decyzję, by pozostać przy tradycji wyboru „ad vitam”, dając jednak przełożonym generalnym możliwość złożenia dymisji na ręce Kongregacji Generalnej po otrzymaniu papieskiego pozwolenia („nulla osta”); teoretycznie Kongregacja Generalna może dymisję odrzucić. Możliwość dymisji generała ograniczona jest jednak całą serią warunków, które sprawiają, że nowy przełożony generalny rozpoczyna swą kadencję tak, jakby miał piastować swój urząd dożywotnie. Św. Ignacy, nasz założyciel, tłumaczył wybór przełożonego „ad vitam” motywami, które po dzień dzisiejszy są aktualne.
Oczywiście, w ostatnich latach średnia życia znacznie się wydłużyła, a rytm zachodzących w świecie zmian jest o wiele szybszy, co sprawia, że w pewnym momencie przełożony generalny może poczuć się nie w pełni zdolny do rządzenia. O. Kolvenbach podjął swą decyzję o złożeniu dymisji, biorąc pod uwagę swój wiek (niedługo skończy 80 lat) oraz stan zdrowia. Chciałem dodać, że przełożony generalny Towarzystwa Jezusowego ma w ręku wielką władzę, ale nie rządzi sam – wspomaga go czterech asystentów generalnych mianowanych przez Kongregację. Poza tym wybierany jest tzw. admonitor („ammonitore”), tzn. osoba o sprawdzonej mądrości duchowej, która napomina przełożonego generalnego, gdy uzna, że popełnia błędy, również odnoszące się do jego osobistego zachowania lub życia duchowego. Interesujące jest, że struktura zarządzania Towarzystwem Jezusowym była często analizowana, a czasami brana za przykład przez inne instytucje, nie tylko katolickie, ze względu na jej realizm i pragmatyzm.

– Po Soborze Watykańskim II historia Towarzystwa Jezusowego, któremu przewodniczył o. Pedro Arrupe, była burzliwa i niepokojąca…

– Wynikało to z osobowości naszego przełożonego generalnego. Był to człowiek nadzwyczajny, o charakterze profetycznym i charyzmatycznym, który nadał Towarzystwu Jezusowemu nowe priorytety: działanie na rzecz ubogich i walkę o sprawieliwość społeczną, połączone z krzewieniem wiary. W Hiszpanii jego radykalne posunięcia prawie doprowadziły do schizmy wśród tamtejszych jezuitów. Nie zapominajmy jednak, że lata rządów o. Arrupe to był okres posoborowy, okres rewolty majowej 1968 r., okres pojawienia się nowych prądów duchowych i kulturalnych, czasami nie do zaakceptowania.
Uważam, że o. Arrupe nie był człowiekiem naiwnym, co mu często zarzucano, lecz cechował go zbytni optymizm, również w sferze duchowej.

– Jak natomiast możemy scharakteryzować 24 lata rządów o. Kolvenbacha?

– Okres rządów o. Kolvenbacha nazwałbym „czasem robienia porządków”. Osobowość o. Kolvenbacha jest odmienna od jego porzednika. Przewodniczył on Towarzystwu Jezusowemu bardzo skutecznie, ale dyskretnie i – powiedziałbym – „w milczeniu”.

– Pozwoli Ojciec na dygresję. Po Rzymie krążył kiedyś dowcip na temat o. Kolvenbacha: „Przełożony generalny jezuitów zna bardzo wiele języków, ale woli milczeć”…

– To prawda, chociaż ostatnio o. Kolvenbach miał bardzo częste kontakty z prasą – w ciągu kilku tygodni udzielił więcej wywiadów niż w poprzednich 24 latach! To najlepiej świadczy o jego osobowości. Nie jest to człowiek, który dobrze czuje się wśród tłumów – woli dyskrecję i kontakty personalne. To właśnie dzięki takiemu charakterowi udało mu się zagoić rany w naszym zakonie. Poza tym, gdy został wybrany na przełożonego generalnego w 1983 r., czasy się zmieniały: skończyły się ekscesy posoborowe oraz różnorodne rewolucje kulturalne. Ponadto przyszło mu rządzić Towarzystwem Jezusowym podczas pontyfikatu Papieża o tak wielkiej osobowości i dynamizmie, że było rzeczą przezorną zachowanie pewnej dyskrecji. Dzięki temu udało mu się polepszyć stosunki z Janem Pawłem II, które za czasów o. Arrupe były bardzo napięte.

– Od lat mówi się o kryzysie waszego zakonu – zmniejsza się liczba jezuitów, co sprawiło, że niektóre prowincje przestały istnieć, seminaria są puste i coraz mniej jest kandydatów do zakonu. Jak sami jezuci postrzegają ten kryzys i jakie wskazują jego przyczyny?

– Została powołana specjalna grupa, która ma się zająć „stanem” Towarzystwa Jezusowego. Uważam, że kryzys życia zakonnego i powołań nie dotyczy tylko jezuitów. Nasz zakon jest jednak postrzegany przez wiele środowisk, przede wszystkim przez Stolicę Apostolską, jako „kamień probierczy”. Jezuici powinni być przykładem dla wszystkich, dlatego na pewne „odchylenia” w naszym zakonie patrzy się z większym zaniepokojeniem. Jednym słowem, od nas wymaga się więcej.

– Od zakonników, którzy mają solidne przygotowanie intelektualne (co najmniej dwa doktoraty) i duchowe, Stolica Apostolska i cały Kościół mają prawo wymagać więcej niż od innych…

– Powiedziałbym, że istnieje pewnego rodzaju pozytywne „uprzedzenie” w stosunku do jezuitów – Towarzystwu Jezusowemu stawia się wysokie wymagania. Również fakt, że składamy czwarty ślub – bezwzględnego posłuszeństwa papieżowi, sprawia, że spoczywa na nas większa odpowiedzialność i że powinniśmy być bardziej posłuszni Magisterium Kościoła. Dostrzegam, że konkurencją dla Towarzystwa Jezusowego – podobnie jak i dla innych zgromadzeń zakonych, są nowe formy życia konsekrowanego. Być może niektóre aspekty naszej formacji i życia zakonnego są tak wymagające, że odstraszają ewentualnych kandydatów. Dziś jest nas 20 tys., 50 lat temu było nas 36 tys., a więc prawie dwa razy tyle. Poza tym należy zwrócić uwagę na fakt, że nie mamy już powołań braci („fratelli coadiutori”) – w całym świecie jest zaledwie 50 braci nowicjuszy (bracia stanowili kiedyś 1/3 zakonu). To poważny problem, którym Towarzystwo Jezusowe musi się zająć. Oczywiście, kryzys powołaniowy nie dotyczy wszystkich prowincji. Dla przykładu w Indiach nasze domy zakonne są pełne, a jezuici indyjscy przewyższają już liczbą jezuitów w USA. To sprawia, że Towarzystwo Jezusowe staje się coraz mniej „eurocentryczne”.

– W chwilach kryzysu zachęca się zgromadzenia zakonne do powrotu do ich pierwotnego charyzmatu lub do przeanalizowania, czy ich charyzmat jest jeszcze aktualny w dzisiejszym świecie. Czy jezuici też nie powinni tego uczynić?

– Z pewnością obecna Kongregacja Generalna postara się o odnowienie wierności naszemu pierwotnemu charyzmatowi, tzn. duchowości ignacjańskiej opartej na „Ćwiczeniach duchowych” założyciela, dostosowanej jednak do nowych wymagań. Jedną z cech charakterystycznych duchowości ignacjańskiej jest słynne rozeznawanie („discernimento”) – rodzaj trzeźwości duchowej, lecz także intelektualnej, która pozwala nam rozpoznać oczekiwania i prośby płynące z otaczającego nas świata. Niestety, często zapał apostolski i wspaniałomyślność popychają nas na nowe, ale delikatne pola działania.

– Często to otwarcie jezuitów na świat stwarza wiele problemów – mam na myśli niektórych teologów, głównie w Indiach, którzy posunęli się aż do kontestowania Urzędu Nauczycielskiego Kościoła…

– Studia teologiczne nie są wolne od licznych uwarunkowań. Na Wschodzie funkcjonuje opinia, że nasza teologia jest zbytnio powiązana z kolonialną potęgą Europy, lecz nasze rozumowanie jest także bardzo uwarunkowane kulturą i mentalnością europejską, a każdą zmianę perspektywy postrzegamy jako zjawisko negatywne. Uważam, że na dłuższą metę konfrontacja z innymi kulturami przyniesie pozytywne owoce.

– Kongregacja Generalna zajmie się wypracowaniem linii działania Towarzystwa Jezusowego na najbliższe lata. Jaka, według Ojca, jest misja jezuitów we współczesnym świecie?

– Czytałem postulaty, które Kongregacje Prowincjalne przesłały do Kurii Generalnej w Rzymie. Jest wśród nich wiele usilnych próśb, by zrobić coś w dwóch dziedzinach: ekologii i globalizacji. Ekologia, wielki problem przetrwania naszej planety, jest dzisiaj studiowana również na płaszczyźnie teologicznej. Z problemem tym powiązane są kwestie sprawiedliwego podziału dóbr, marnotrawstwa dóbr w społeczeństwach konsumpcyjnych itp. Wydaje mi się, że my, jezuici, jesteśmy powołani, aby wnieść swój wkład intelektualny w tych kwestiach i przedstawić teologiczne odpowiedzi na te zagadnienia. Bóg dał człowiekowi stworzony świat, by rządził nim, a nie rabował go. Już Ojcowie Kościoła bardzo dobrze rozumieli pojęcie Boga-Stworzyciela, z czego wypływał respekt dla stworzonej natury i harmonii w kosmosie. Wierzący powinien zadać sobie pytanie: Czy chrześcijanie żyją zgodnie z planem Bożym dotyczącym stworzonego przez Niego świata? Również każdy z nas, jezuitów, powinien zwerifikować swój styl życia. Kwestie ekologiczne są tak istotne, że nie można ich zostawić jedynie w rękach potężnych sił gospodarczych.
Wiele niepokoju budzi również proces globalizacji, który jest często postrzegany jako mechanizm stwarzający niesprawiedliwości społeczne w wielu sektorach oraz niszczący lokalne kultury. Zajmowanie się tymi kwestiami uznawane jest za obowiązek ściśle powiązany z krzewieniem wiary.

– Jezuici wnieśli wielki wkład w ewangelizację świata. Czy również dzisiaj Towarzystwo Jezusowe będzie wierne swemu misyjnemu powołaniu?

– Towarzystwo Jezusowe zawsze miało charakter misyjny, lecz dziś zmieniły się formy misji. Zawsze uważaliśmy, że cel działalności misyjnej to nawracanie ludzi. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Gdy weźmiemy pod uwagę dzisiejszy świat muzułmański, stwierdzimy, że nawracanie ludzi jest tam prawie niemożliwe. W tej sytuacji wielkiego znaczenia nabiera dialog międzyreligijny. Bez niego religie stają się „zarzewiem” konfliktów. Jeżeli wierzący różnych religii nie potrafią porozumieć się w najważniejszych kwestiach dotyczących świata, w oczach niewierzących staje się to prawdziwym antyświadectwem. Dzisiaj w Towarzystwie Jezusowym odczuwamy wielką potrzebę wzmocnienia zdolności do dialogu, tzn. konieczność przygotowania wykwalifikowanych osób, które mogłyby go kompetentnie prowadzić. Nie ma co ukrywać, że konflikty i napięcia między religiami powodowane są głównie wzajemną ignoracją. Również my na Zachodzie mamy się czego uczyć od innych.

– Gdy słyszę nawoływanie do dialogu, przypominam rozmówcom, że Chrystus wysłał swych uczniów na cały świat, by głosili Ewangelię; nie powiedział im „idźcie i prowadźcie dialog”…

– Prawdziwy dialog zakłada tożsamość osób prowadzących dialog – jeżeli ktoś nie jest świadomy własnej tożsamości, nie może prowadzić dialogu. Dlatego musimy utwierdzić naszą tożsamość, być „bardziej chrześcijanami”. Wracając do problemu ewangelizacji, chciałbym powiedzieć, że żyjemy w świecie zlaicyzowanym, zdechrystianizowanym, w którym trudno jest mówić o Bogu; w świecie neopogańskim, który ma swoich nowych idoli: materializm, konsumizm, relatywizm. Są to bardzo niebezpieczne tendencje, które mogą być zagrożeniem dla demokracji i wolności. Poza tym dzisiaj ugruntowane kategorie są kontestowane, wszystko poddawane jest krytyce: szkoła, Kościół, wymiar sprawiedliwości, partie polityczne itd. Jednym słowem, przeżywamy chwile ogólnego zagubienia, dlatego Towarzystwo Jezusowe chce przygotować ludzi, by stawić czoło temu szczególnemu momentowi historii ludzkości.

– Kongregacja Generalna wybierze 28. następcę św. Ignacego Loyoli. Jakimi cechami powinien odznaczać się nowy przełożony generalny jezuitów?

– Z pewnością nowy przełożony generalny powinien mieć wielkie zalety intelektualne i duchowe, lecz powienien także mieć zdolności kierownicze, by dokonywać niełatwych wyborów i podejmować trudne decyzje. Dlaczego tak uważam? Prawie wszystkie postulaty, które otrzymaliśmy z prowincji, były prezentowane jako priorytetowe. Jest więc sprawą oczywistą, że mając do dyspozycji ograniczony personel, przyszłego przełożonego generalnego będzie musiała cechować zdolność rozeznanawania i odwaga, by dokonać wybroru między wieloma równie dobrymi projektami. To zadanie bardzo trudne i czasami bolesne.

"Niedziela" 3/2008

Editore: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Redattore capo: Lidia Dudkiewicz • E-mail: redakcja@niedziela.pl